Dzień 96. Co sześć sekund
- rast kuter sygnal
Woda stoi w baniaku i osad siada, a ja nie mam co robić przez pół dnia, więc poszedłem do tabliczki.
Chodziło mi o to, że ona nadaje w paśmie ratunkowym. Zorientowałem się wczoraj wieczorem, kiedy odbiornik sam się przełączył i podniósł głośność, tak jak ma to robić przy wezwaniu. Rytm też jest ten: trzy krótkie, przerwa, reszta. Taki sam, jak szedł ze skrzynki przy kutrze w rowie.
Obleciałem najpierw czwarty kamień i kawałek przestrzeni za nim, bo nie chciałem być człowiekiem, który słyszał wezwanie i nie sprawdził. Nic tam nie ma. Cztery kamienie, lód na trzecim, pusto.
Tabliczka siedzi na trzech prętach wbitych w szczelinę, na wysokości pasa. Pokrywa na sześć śrub, wszystkie zalane szronem. Odkręcałem je prawą ręką, lewą tylko przytrzymywałem skrzynkę przedramieniem, bo dłoni dalej nie zginam. Dwie poszły, cztery trzeba było rozgrzać palnikiem na małym płomieniu.
W środku porządek: ogniwo, bateria kondensatorów, kostka pamięci i przełącznik kanału na sześć pozycji. Przełącznik stoi na pierwszej. Nad nim, w lakierze, ktoś wydrapał dwa znaki i kreskę. Nie umiem tego przeczytać, ale pierwsza pozycja na każdym sprzęcie, jaki w życiu miałem w rękach, to kanał alarmowy, i na każdym jest darmowa. Za resztę płaci się od nadania.
Puściłem nagranie przez translatora na Hannie. Wyszło z tego, z grubsza: woda, trzeci kamień, brać ile trzeba, zamykać pokrywę. Dalej coś, czego nie złapał, może nazwisko.
Czyli ktoś tu kiedyś postawił tablicę z napisem „jest woda” i nadał ją na kanale, na którym się nie płaci, bo na płatnym by go nie było stać. I od tamtej pory każdy, kto przelatuje, dostaje w uszy wezwanie pomocy, przełącza pasmo i leci sprawdzać czwarty kamień.
Mogłem to przestawić na trzecią pozycję. Zastanawiałem się nad tym dłużej, niż trwało otwieranie skrzynki. Nie przestawiłem — nie moja skrzynka, nie moje pasmo, a ktoś to robił z jakiegoś powodu i powód nadal działa, bo ja tu po tę wodę przyleciałem.
Ogniwo było za to zaszronione na całej płytce i szron zdążył się przez te lata zrobić mleczny. Zdjąłem go skrobaczką, przetarłem spirytusem z resztki w manierce, wytarłem rękawem i skręciłem pokrywę z powrotem.
Odstęp był dwanaście, trzynaście sekund. Teraz jest sześć.
Zbiornik mam w dwóch trzecich, osad siadł, woda nadal pachnie blachą. Startuję jutro rano, jak tylko wygrzeję płozy. Słychać ją w kabinie przez cały czas, kiedy to piszę, i brzmi teraz dużo bardziej na miejscu w tym paśmie niż wczoraj.