Dzień 92. Mgła nie stoi równo
- zraszacze byszu
Zszedłem na spód zaraz rano, zanim ruszyli taśmę, bo przy ruchu w szybie wieje i nic nie widać.
Wczoraj zrobiłem jedną dyszę i wyglądało to dobrze. Dziś zrobiłem trzy obok siebie i wyglądało źle. Wkładka wirowa, ta wyjęta, rozkręcała wodę i robiła z niej stożek. Zaciśnięta szczelina stożka nie zrobi, robi płaski wachlarz, i te trzy wachlarze stanęły, jak im wyszło — jeden poprzek, dwa wzdłuż — a między nimi został czysty korytarz, którym pył szedł w górę jak gdyby nigdy nic. Z dołu było to ładnie widać: dwa pasy, w których coś schodzi, i między nimi nic.
Czyli dyszę trzeba nie tylko zacisnąć, ale i ustawić. A ustawić się jej nie da dowolnie, bo gwint kończy się tam, gdzie się kończy, i dysza dochodzi zawsze w to samo miejsce. Robi się to podkładkami: zwijam pierścień z miękkiego drutu, podkładam pod kołnierz i dysza siada o tyle wcześniej, o ile pierścień jest gruby. Dwa zwoje to kawałek obrotu, trzy to więcej. Robota paskudna, bo drut trzeba zwijać w rękawicy, a ja lewej dłoni nie zginam i przytrzymuję łokciem o rurę.
Zrobiłem dziewięć. Zostało osiem. Po ostatniej usiadłem na krawędzi misy i patrzyłem, jak to stoi: zasłona z góry na dół, bez dziur, i pył w niej ciemnieje i schodzi.
Przyszedł Welk z książką urządzenia pod pachą.
— Co wpisać.
— Że dysze są zaciśnięte i że nie ma w nich wkładek.
— Jest pole „naprawa” i pole „zmiana”. Zmiana idzie do głowicy na zgodę.
— To wpisz naprawę.
— A jak przyjdzie następny i zobaczy zaciśnięte, to je rozwierci, bo pomyśli, że ktoś zepsuł.
Na to nie miałem odpowiedzi lepszej niż ta, że trzeba mu to narysować. Pod polem „naprawa” nie ma miejsca na rysunek, więc Welk narysował z boku, na marginesie: osiemnaście kresek i przy każdej ukośna kreska, jak stoi wachlarz. Rysuje wolno i równo, lepiej, niż mówi. Przy siódmej musiał dmuchnąć, bo pył już siedział na kartce i ołówek się ślizgał.
— A kąty komu zostawić?
— Tobie. Ty tu stoisz codziennie i widzisz, gdzie nie schodzi.
Zapisał „kąty — brygadzista spodu” i podkreślił. Potem wszedł w pas mgły, stał w nim chwilę i wyszedł z drugiej strony mokry na ramionach, a pył na jego chustce był tam, gdzie był.