ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
009 cisza · stacja glosowania

Dzień 9. Stacja głosowania

  • nowe zlecenie glosowanie
  • dlug z varnu

Dziś nie było głosowania i nic się nie zdarzyło.

Poszedłem rano do sali zmianowej z gotową kartą wniosku, tą samą co wczoraj, tylko przepisaną czytelniej, i zastałem przy stole jednego człowieka od rejestru. Powiedział, że w tej sprawie nie dzisiaj.

— Dlaczego nie dzisiaj?

— Bo wczoraj było. W jednej sprawie nie częściej niż co dwie doby stacyjne.

Pokazał mi wyciąg. Mają to porządnie spisane, w segregatorze z płóciennym grzbietem, przy każdym punkcie data uchwalenia i wynik.

§4. W tej samej sprawie wniosek może być poddany pod głosowanie nie częściej niż raz na dwie doby stacyjne. Uzasadnienie: załoga głosująca częściej głosuje gorzej. Przyjęto 38 do 4.

Nie da się z tym spierać. Sam bym to napisał. Zapytałem tylko, czy wolno głosować nad tym, kiedy wolno głosować.

— Wolno — powiedział bez wahania. — To jest inna sprawa.

Wróciłem więc do skrubera i robiłem to, czego robić mi wolno, czyli nic, co zmienia stan. Rozebrałem wentylator wylotowy. Łożysko po stronie napędu suche jak sucharek, pierścień uszczelniający zjechany na bok, na łopatkach warstwa tłustego brudu grubości paznokcia, nierówno, bardziej po jednej stronie. Stąd ten pisk, który słychać z korytarza. Zeskrobałem, umyłem, przesmarowałem, poskładałem. Zeszły mi na tym cztery godziny i kubek rozpuszczalnika.

W połowie roboty przyszedł ten sam człowiek od rejestru i stał nade mną z kartą.

— Czy to jest decyzja techniczna?

— To jest utrzymanie.

— Zmienia pan stan urządzenia.

— Przywracam stan urządzenia. Stan po mojej robocie jest taki, jaki był przewidziany przy montażu. Nic nie decyduję, tylko odkładam na miejsce to, co się zsunęło.

Zapisał to sobie słowo w słowo, poprosił, żebym powtórzył „zsunęło”, i powiedział, że będzie musiał zgłosić wniosek o rozstrzygnięcie, czy czyszczenie łożyska jest decyzją techniczną, czy utrzymaniem. Powiedziałem, żeby zgłosił. Wieczorem wywiesili, że sprawa zostanie rozpatrzona pojutrze, bo dzisiaj jest przerwa w głosowaniach nad sprawami powietrznymi, a tamten wniosek uznano za powietrzny.

Wentylator po składaniu ciągnie lepiej. Nie tyle, żeby to coś dało — zassie tylko tyle, ile przepuści zapchana kolumna, a kolumna przepuszcza tyle, co przez słomkę. Ale nie piszczy.

Wczoraj obszedłem trzeci pierścień. Dziewięcioro z przedwczoraj to w większości nocna zmiana przeładunku i dwoje z warsztatu. Nie zrobiłem z tego agitacji, bo nie mam głowy do agitacji, tylko pytałem, jak śpią. Śpią źle. Jeden chłopak, młody, obsługa dźwigu, powiedział mi, że budzi się z takim uczuciem, jakby ktoś mu w nocy siedział na mostku. Powiedziałem mu, że to od dwutlenku. Powiedział, że wie, bo głosował, że powietrze jest złe, i przegrał, więc teraz to jest uczucie, a nie dwutlenek.

Dzisiaj minąłem go w korytarzu i zapytał, czy coś już. Powiedziałem, że dziś nie ma głosowania. Kiwnął głową i poszedł spać.

Zjadłem na stacji, w stołówce przy drugim pierścieniu. Dają zupę z alg, gęstą, z pływającą kostką czegoś sprasowanego, i do tego chleb, który jest właściwie placek. Smakuje jak wszystko na takich stacjach, czyli nijak i ciepło. Dosiadła się kucharka i przez cały posiłek nie powiedziała ani słowa o powietrzu, za co jestem jej wdzięczny. Mówiła o pompie do ciasta, która wyrzuca za dużą porcję, i zapytała, ile bym wziął za regulację. Powiedziałem, że za taką rzecz nic, jeśli mi dołoży zupy. Zrobiliśmy to po obiedzie, w dziesięć minut, śruba zderzaka i kontra. Nikt nad tym nie głosował. Zapytałem, dlaczego nie.

— Bo to jest ciasto, nie powietrze — powiedziała.

Potem siedziałem w Hannie i liczyłem, co mi zostało, bo dawno nie liczyłem, a jak nie liczę, to potem się dziwię.

Ładownia, stan na dziś: — rura ciśnieniowa, dwanaście metrów, średnica nie ta, co trzeba — do sprzedania za czterdzieści dwie, jeśli trafi się ktoś z taką średnicą — ogniwo grzewcze, jedno, zapasowe (drugie chodzi w kabinie) — pochłaniacz do kolumny, jeden, opłacony z własnej kieszeni — uszczelki kołnierzowe do kolumny, komplet i pół — złącza gwintowane, pudełko, wymieszane, trzeba przebrać — rozpuszczalnik: mniej niż myślałem — smar łożyskowy: dwie tuby, jedna napoczęta dzisiaj — jedzenie własne: na długo, jeśli będę je jadł, a nie jem, bo na stacji dają

Obieg drugi kapie dalej. Podstawiłem pod kołnierz ten sam pojemnik co zawsze i w ciągu dnia nazbierało się na dwa palce. To mniej niż przed Hoonem, co nic nie znaczy, bo reaktor chodzi na jałowym i ciśnienia prawie nie ma. Uszczelka, którą założyłem, trzyma dokładnie tak, jak się spodziewałem, czyli wystarczająco, żebym dalej nie wymieniał całego obiegu. Wiem, co powinienem zrobić. Wiem też, że jak wymienię obieg, to nie będę miał czym zapłacić za stanowisko czternaście, a stanowisko czternaście jest tańsze od obiegu.

Przyszedł rachunek z Varnu. Kwota inna niż poprzednio o trzy jednostki w górę, bez wyjaśnienia, z jakiego tytułu te trzy. Odpisałem, że zapłacę w przyszłym tygodniu. Piszę to od tylu lat, że gdyby ktoś to zliczył, wyszłoby, że obiecałem im chyba pół życia przyszłych tygodni. Podobno jest tam księgowa, która trzyma tę sprawę. Nigdy jej nie widziałem. Prowadzę ten dziennik przez nią i nie sprawdziłem, czy ona w ogóle istnieje, bo gdyby się okazało, że nie, to musiałbym sobie odpowiedzieć na pytanie, po co piszę.

Wieczorem wyszedłem na drugi pierścień i stanąłem przy oknie obserwacyjnym nad przeładunkiem. Stacja stoi bokiem do szlaku, więc widać ruch: raz na kilka godzin coś idzie daleko, bez sygnału, tylko punkt, który przesuwa się na tle niczego. Nic z tego nie skręca tutaj. Za oknem, w hali, nocna zmiana rozbijała paletę z czymś sypkim, przy otwartych wrotach do komory dostawczej. Z komory idzie świeże, prosto z butli transportowych, bo tam zawsze przepłukują przed otwarciem.

Postałem, popatrzyłem i policzyłem, kto gdzie pracuje. Potem wróciłem do siebie i zapisałem to na kartce, którą wsadziłem do teczki ze zleceniem. Jutro sprawdzę, czy dobrze policzyłem.

W kabinie dwanaście stopni. Ogniwo grzeje, w nogach ciepło, w ramionach mniej. Faktura leży na stole z tą jedną pozycją, przy której wciąż nie wpisałem ceny, bo nie wiem, ile się bierze za coś takiego. Nikt mi nigdy nie podał stawki.

Pojutrze rozstrzygną, czy czyszczenie łożyska jest decyzją techniczną. Trzymam kciuki za utrzymanie.

Wyszło?