ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
088 ciąg dalszy · glowica byszu

Dzień 88. Kto jest kapitanem przeciwwagi

  • spor kolumny wymiennikowe

Od rana ciąłem płytki na kołnierze. Trasowanie po szablonie z rury, trzy otwory na mniejszym okręgu, i na razie wychodzi ładnie — materiał bierze wiertło równo, nie kruszy się i nie ciągnie wióra. Przy trzeciej sztuce przyszło wywołanie z ruchu Byszu.

Pytali, czyja jest jednostka nadająca alarm z głowicy.

Powiedziałem, że w głowicy nie ma jednostek, bo głowica jest przykręcona do przeciwwagi i nic z niej nie odlatuje.

— Sygnał wznosi się i opada po jednej linii — powiedział dyspozytor. — Zapisaliśmy mnóstwo przejść. Trzy krótkie, przerwa, trzy krótkie.

Poszedłem szukać. Na dolnym pomoście, dwa kroki za maszyną od płytek, z konstrukcji wystaje krótki pręt z pałąkiem na końcu. Skrzynka ratunkowa, stara, z rozbitej kapsuły, przywiązana drutem, nadająca cicho od nie wiadomo kiedy. Do wczoraj stała nad nią sterta płytek do wysokości barku.

Wziąłem osiemnaście z wierchu i sterta osiadła.

Zaniosłem to dyspozytorce. Jadła.

— Aha — powiedziała. — To ta.

— Ona nadaje wzywanie pomocy.

— Ona nadaje, że tu jesteśmy. Innej nie mieliśmy.

Ruch chciał odwołania alarmu. Odwołanie podpisuje kapitan jednostki nadającej. Zapytałem, kto jest kapitanem przeciwwagi, i dyspozytorka odstawiła miskę, jakby to było pytanie o coś, o czym wszyscy wiedzą.

— Ja. Od czterech lat. Raz w roku ktoś musi.

Podpisała. Potem ruch zapytał, kiedy sygnał ustanie, bo do tego czasu trzymają go w rejestrze jako zdarzenie otwarte.

Powiedziałem, że maszyna kładzie pod stertę jedną płytkę na przejście przeciwwagi, więc dwadzieścia dwa przejścia i sterta wróci nad pałąk.

— Dwadzieścia dwa przejścia — powtórzył dyspozytor i nie zapytał o nic więcej. Tutaj przejście przeciwwagi jest jednostką czasu, tak samo jak u kogo innego dzień.

Nie chciałem tego słuchać przez dwadzieścia dwa przejścia, więc postawiłem nad pałąkiem dwie płytki na sztorc, oparte o siebie szczytami, jak daszek. Odbiornik zgasł od razu. Pomacałem jeszcze dookoła, czy gdzieś nie przecieka — nic, cisza.

Dyspozytorka przyszła obejrzeć daszek.

— Te dwie wpisać do wydania?

— Te dwie zostają u pani. Wzięłem dwadzieścia dwie, oddaję dwie, więc mam dwadzieścia.

— Kołnierzy potrzebuje pan dwanaście.

— Osiem na zapas. Pierwszy raz od dawna mam coś na zapas.

Wracając nie oglądałem się za siebie.

Wyszło?