Dzień 86. Rury czekają na dole
- spor kolumny wymiennikowe
- netla lyki
Merza zamówiła materiał na kolumny u jedynego dostawcy, który jej odpisał, i wysłała mnie po odbiór. Droga tam zajęła swoje, powrotna też, odliczane od łyków. Kanistry zostawiłem w kabinie, bo na górze i tak się oddycha zwyczajnie.
Bysz jest ciężki i nikt stamtąd nie startuje. Wszystko, co ma opuścić planetę, jedzie windą: taśma kabin idzie w górę bez przerwy, doba w dobę, i kończy się w głowicy, czyli w rurze z pomostami przykręconej do przeciwwagi. Hanna stoi przycumowana z boku, dziób w cień. W głowicy jest zimno, ciągnie przeciągiem z obu kierunków naraz, i wszystko — poręcze, blat, rękawy, herbata — pokryte jest czerwonym pyłem, bo pył przyjeżdża z dołu w kabinach i nie ma dokąd spaść.
Kabina z moim numerem przyszła wieczorem. Otworzyłem, odgarnąłem wiór i zobaczyłem, że rury owszem, walcowane, grubość zgodna, długość zgodna, tylko kołnierze mają rozstaw śrub inny niż to, co siedzi na terraformerze. Dwa otwory zamiast trzech, i na większym okręgu.
Poszedłem do dyspozytorki. Kobieta z dołu, przysadzista jak wszyscy stamtąd, siedziała w kurtce zapiętej pod szyję i jadła coś z miski.
— Zamawiałem według rysunku.
— Rysunek poszedł na dół. Na dole robią kołnierz, który robią.
— Czyli rysunek był im po co?
— Żeby wiedzieć, ile sztuk.
Zapytałem, czy da się wymienić. Powiedziała, że tak, i że kabina z reklamacją zjedzie, a potem wróci, i że to razem mniej więcej — tu spojrzała gdzieś w bok, jakby liczyła coś, czego nie chciała mówić głośno — dużo dni. Zapytałem ile. Powiedziała, że zależy od wiatru na dole, bo przy wietrze taśmę się przytrzymuje.
Wziąłem rury takie, jakie są. Kołnierze zetnę i dorobię na miejscu z blachy, której na Netli nie ma, więc najpierw trzeba będzie blachę skądś wziąć, ale to już nie dzisiaj. Ładowałem długo, bo lewą dłonią nadal nie chwytam pod kątem i musiałem podpierać każdą sztukę udem.
Przy ostatniej rurze dyspozytorka przyszła popatrzeć.
— Pan je bierze wadliwe.
— Biorę je nie takie, jak chciałem. To co innego.
Pokiwała głową i zapisała coś u siebie. Potem wytarła blat rękawem, pył wzbił się i osiadł z powrotem dokładnie tam, gdzie był, a ona usiadła i wróciła do miski.