ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
083 notatka · netla

Dzień 83. Zero jest jedno

  • netla lyki

Dłoń zgina się dziś odrobinę dalej, więc wyszło dziewięć gniazd zamiast pięciu. Skrobak, szmatka, płytka wzorcowa, i tak dziewięć razy. Zostało dwadzieścia trzy.

Ale to nie jest to, co warto zapisać.

Oddycham z własnego kanistra, tego z Tarnu, i oddycham nie licząc, co jest tutaj stanem bliskim rozpusty. Kłopot w tym, że w habitacie przy włazie stoi maszyna, którą Merza nazywa księgą, i ta maszyna ma czujnik na kołnierzu każdego, kto wchodzi pod lustro. Liczy łyki. Nie ma dla niej znaczenia, skąd gaz jest — ma znaczenie, że wszedł do płuc i musi mieć pozycję.

Wróciłem na górę, a księga odezwała się przez głośnik nad włazem. Głos ma niski i powolny, żeby dało się go usłyszeć przez gęstwę.

— Sto czterdzieści osiem łyków. Proszę o numer wydania.

— To nie jest wasze. To z Tarnu.

— Proszę o numer wydania z Tarnu.

Wyciągnąłem odpis z księgi Wilbeka, bo przewidywałem, że mi się przyda, chociaż nie przewidywałem, po co. W rubryce wydania stoi tam, ręką Wilbeka, słowo „zero”.

Podałem.

Księga milczała dłużej, niż milczy zwykle. Merza stała obok z tabliczką i nie odzywała się, bo mówienie na górze kosztuje ją tyle samo co mnie.

— Wydano zero — powiedziała w końcu księga. — Zero przyjmuje się bez potwierdzenia. Pozycja: oddech ze źródła zerowego, sto czterdzieści osiem łyków, wartość zero.

— Czyli nic nie jestem winien.

— Jest pan winien zero.

Hesp siedział na kamieniu obok i słuchał tego z workiem wypchniętym do przodu, co u niego oznacza mniej więcej to, co u człowieka uniesiona brew. Podszedł do włazu i zapytał, czy on też może oddychać ze źródła zerowego.

— Zero jest jedno — powiedziała księga. — Zostało wydane w całości.

— Komu?

— Wszystkim naraz. Dlatego nie dzieli się dalej.

Hesp popatrzył na mnie długo, potem na moje dwa kanistry, potem znowu na mnie, i poszedł kręcić zaworem.

Merza dopisała mi dziewięć gniazd po dwadzieścia dwa. Za oddech nie dopisała nic, po raz pierwszy odkąd tu siedzę, i widziałem, że sprawdziła kolumnę dwa razy, zanim zamknęła tabliczkę.

Wieczorem stuknąłem w drugi kanister. Brzmi pełno. Według dokumentów jestem winien za niego dokładnie tyle, ile waży nic.

Wyszło?