ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
079 notatka · tarn

Dzień 79. Pył siada w to samo miejsce

Przed odlotem poszedłem obejrzeć katapultę, bo nie dawało mi to spokoju od pierwszego dnia. Zasuwa była zasuwą, robotą na dwie godziny i trochę wstydu, że ktoś ją tak zostawił. Ale to, co wyrzuca kapsuły, nie jest z tego samego świata co zasuwa.

Kop ma zawsze ten sam. Niezależnie od tego, czy kapsuła idzie pełna czy pusta, czy na skraplarni leży szron, czy nie. Maszyna, która ma sprężynę albo ciśnienie, prędzej czy później zaczyna oddawać różnie i człowiek to słyszy. Ta uderza tak samo od lat i słychać po niej tylko jedno: krótki, niski dźwięk, po którym pył podskakuje na blasze i siada z powrotem, dokładnie tam, skąd podskoczył.

Obudowa nie ma śrub. Nie ma też spoin, po których dałoby się iść przecinakiem. Jest ciepła w jednym miejscu, mniej więcej na wysokości pasa, na pasie szerokim na dwie dłonie, i na tym pasie pył się nie trzyma. Wszędzie indziej leży czerwono i gęsto.

— Otwieraliście kiedyś? — zapytałem.

Wilbek pokręcił głową.

— Nie ma czym.

— A kto to postawił?

— Nie my.

Przy słupie wisi tabliczka, blaszana, przykręcona przez kogoś, kto miał zwykłe śruby i zwykły klucz. Jest na niej dziewięć punktów, spisanych ręcznie, o tym, czego przy katapulcie się nie robi. Nie stawać po tej stronie. Nie lać wody na podstawę. Nie zostawiać narzędzi na ramie. Punkt siódmy jest wytarty do gołej blachy, tak że widać tylko, że coś tam było, i że było krótkie.

— A siódmy?

— Siódmego nie robimy — powiedział Wilbek.

— Ale co to jest?

— Nie robimy.

Zapytałem, czy ktoś go pamięta. Powiedział, że pamiętała jedna kobieta, która zeszła stąd dawno i nie wróciła. Potem dalej nikt nie robi, bo się tak przyjęło.

Postukałem w obudowę w kilku miejscach. Wszędzie odpowiada tak samo, jakby była pełna, co przy czymś, co wyrzuca kapsułę za grzbiet, jest bez sensu. Przyłożyłem ucho do ciepłego pasa. Nic. Żadnego biegu, żadnego cieku, nic, co by się kręciło. Stałem tam chwilę dłużej, niż potrzebowałem, i czułem się przy tym jak ktoś, kto w cudzym domu otwiera nie te drzwi.

Zostawiłem ją. Kanistry mam, zasuwa chodzi, a na taką robotę nikt mi nie da zlecenia i nikt by za nią nie zapłacił.

Kiedy odchodziłem, poszła kolejna kapsuła. Blacha podskoczyła, pył wzbił się i osiadł, a ja szedłem dalej, nie oglądając się za siebie.

Wyszło?