Dzień 6. Szlak za Hoonem
- utrzymanie w spoczynku
Reaktor dalej na jałowym, w kabinie dwanaście stopni, w ładowni sześć. Lutowałem kołnierz przy obiegu drugim, wiedząc, że to nic nie da, bo obieg trzeba wymienić cały, ale ręce marzły i trzeba było je czymś zająć.
Po południu na krótkim zasięgu odezwała się platforma. Nie nadali nazwy, tylko kurs zbieżny i prośbę o zbliżenie burtami. Zgodziłem się, bo jeśli ktoś na tym szlaku chce podejść, to podejdzie tak czy inaczej.
Platforma była długa i płaska, z wiertłem rdzeniowym na dziobie, obrośnięta cudzymi kadłubami jak skała pąklami. Przeszedł do mnie jeden. Nie zdjął hełmu. Wyjął z zasobnika zwijany kabel, wpiął jeden koniec w gniazdo pod swoim kołnierzem, drugi wcisnął mi w panel obok śluzy i dopiero wtedy zaczął mówić. Zapytałem, czemu nie przez radio.
— To, co idzie próżnią, jest wspólne — powiedział. — Kabel jest nasz i pana.
Zapytałem, czy w takim razie słyszeli mnie przez ostatnie dni.
— Słyszeliśmy pana przez cztery doby. Wszystko. Mamy osiemdziesiąt siedem złączek pana w spisie, kurs i trzy pozycje faktury.
Spytałem, czy przyszli po złączki. Powiedział, że nie, złączki już mają, bo je usłyszeli. Nie wdawałem się. Przyszli po trzecią pozycję faktury: utrzymanie pierścienia w spoczynku.
Mają na dziobie wiertło. Wiertło stanęło dawno, przed obecną załogą, i nikt nie chce go uruchamiać, bo platforma jest na nim zbudowana i uruchomienie rozerwałoby połowę pokładu. Nikt też nie chce go uznać za złom, bo złom na tym szlaku ma innego właściciela. Potrzebowali stanu pośredniego. Usłyszeli, że taki stan istnieje, ma nazwę i ma cenę, i przylecieli po wykonawcę.
Przeszedłem na ich platformę. Wiertło jest ogromne, zimne i całkowicie martwe. Robiłem to, co się robi: oględziny obudowy, pomiar luzów, zdjęcia wszystkich sześciu zamków, protokół, opis powierzchni, plomba drutowa na dźwigni rozruchu i pieczątka na plombie. Większość czasu zeszła na spisywanie stanu, bo stan był bogaty. W żadnym momencie niczego nie naprawiłem i to był sens zlecenia.
Zapytał, czy teraz wiertło jest sprawne.
— Nie.
— Czy niesprawne?
— Też nie. Jest utrzymywane w spoczynku. Ma protokół i datę.
Chciał wiedzieć, jak długo to trwa. Powiedziałem, że dopóki nikt nie zerwie plomby, a jak zerwie, to zmienia się stan i trzeba nowego protokołu. Przyjął to spokojnie. Powiedział, że u nich to samo dotyczy słów.
Faktura:
- Utrzymanie zespołu wiertła w spoczynku, jednorazowo — stawka jak na Hoonie.
- Protokół stanu, sześć zamków, opis powierzchni — po pozycji.
- Plomba i pieczęć — materiał własny.
- Dojazd — nie naliczyłem, bo to oni podeszli do mnie.
Zapłacili w naturze, bo przy kablu nie da się przelać pieniędzy, a radia nie włączą. Dostałem dwanaście metrów rury ciśnieniowej i dwa ogniwa grzewcze. Rura ma złą średnicę i nie da się jej przerobić na obieg drugi ani na nic innego, co mam. Ogniwa są dobre. Wstawiłem jedno do kabiny i od wieczora jest wyraźnie cieplej, co wystarcza, żeby lutować bez rękawic.
Odpiął kabel, zwinął go i przeszedł na swoje. Odchodzili w zupełnej ciszy radiowej, z mnożnikiem dwa, jeśli boja ich w ogóle złapała.
Na liście przybyła pozycja: rura, sprzedać przy okazji. Czterdzieści dwie.