Dzień 58. Technicznie możliwe
- hol frachtowca ambrat
Poczta z terraformera przyszła w dwóch kopertach, jednej urzędowej i jednej nie.
Urzędowa:
Zawiadomienie. Kolumny wymiennikowe nr 2, 4, 5 i 9 uległy rozerwaniu ścianek przy pierwszym skoku ciśnienia po rozruchu. Zniszczenie całkowite. Wykonawca prac (Holdmark Serwis) oświadczył, że przewiercenie kolumn zostało wykonane zgodnie z opinią techniczną dopuszczającą tę metodę jako technicznie możliwą. Opinia z dnia 49, odpłatna i tym samym wiążąca, sporządzona przez Ebnera Gripe. Wobec powyższego prosimy o wskazanie terminu przystąpienia do usunięcia skutków.
Nieurzędowa, ręcznie, tym samym pismem co kartka w oplocie liny mojego trzymacza:
Napisałem im, że Pan ostrzegał. Napisałem to trzy razy. Przykro mi.
Siedziałem z tym pod wciągarką, bo w hali jest jedyne miejsce na Ambracie, gdzie ja coś ważę, a nie tylko wędruję po podłodze. Otha kręciła. Trzy szarpnięcia, przerwa. Przy przerwie nić się odzywała.
— Zapłaciłem jednostkę, żeby to było wiążące — powiedziałem.
— Nie pan zapłacił.
— Nie ja. Zarządca. Ze swoich.
— To jego opinia — powiedziała Otha i zrobiła trzy szarpnięcia.
Nie jest jego. Odpłatność szła od niego, treść ode mnie, a w treści stało czarno na białym, że przewiercenie jest technicznie możliwe. Napisałem to, żeby nie wyjść na człowieka, który nie zna się na wiertłach. Dalej stało, że ścianki pękną kilka naraz przy pierwszym skoku ciśnienia. Pękły cztery naraz przy pierwszym skoku ciśnienia. Nie spotkałem jeszcze nikogo, kogo tak dokładna trafność prognozy postawiłaby w tak głupim położeniu.
Holdmark nic nie obiecał na piśmie. Wskazali moje dwa słowa, bo to na nich, nie na obietnicy, dało się podpisać.
Odpisałem wieczorem. Nie kłóciłem się o słowa, bo w słowach mnie mają.
Przystąpię do usunięcia skutków. Wskazanie terminu w dniach nie jest możliwe. Znajduję się na Ambracie w trakcie holowania jednostki obcej, hol jest czynnością, nie stanem, i nie może zostać przerwany, a czas mojego pobytu nie ma zdarzenia zamykającego, dopóki jednostka nie znajdzie się za wrotami hali. Do wrót pozostaje sto trzydzieści siedem metrów. Termin podaję w metrach.
Odpowiedź przyszła przed nocą, dwoma zdaniami. Że w metrach przyjmują, ale proszą o przeliczenie na dni według aktualnego tempa. I że Holdmark oferuje wykonanie usunięcia skutków bez zwłoki.
Nie przeliczyłem. Przeliczyłem sobie, nie im: przy dobrym rytmie skorupy i Othzie na korbie wychodzi siedemset dni z okładem. Przy złym — nie chcę wiedzieć.
Poszedłem jeszcze do hali z kątownikiem, bo płoza pod prawym tyłem zaczęła podchodzić grzbietem. Podważać jedną ręką nie umiem, więc trzymał młodszy z trójki, a ja pchałem kolanem.
— Ktoś tam panu coś zepsuł? — zapytał.
— Ktoś tam komuś coś obiecał.
Tresk zawodził nad nami całą noc, bo skorupa brała głębiej niż zwykle, a on to czuje wcześniej niż my.