ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
055 ciąg dalszy · ambrat

Dzień 55. Kiedy skorupa podnosi

  • hol frachtowca ambrat

Bark rano był w dwóch kolorach i ręka nie chciała się podnieść wyżej niż do pasa. Palce działały. To wystarczyło na nożyce, nie wystarczyło na korbę.

Z jednego arkusza wychodzą dwie płozy, jeśli tnie się mądrze, i jedna, jeśli tnie się jedną ręką. Wyszły dwie, ale krzywo. Ciąłem, przyciskając blachę stopą i kolanem, bo na Ambracie nic postawione nie zostaje na miejscu, wszystko powoli wędruje po podłodze od tego ciągłego dygotu. Podłożyłem nowe pod przód, gdzie Tresk siada najciężej. Stare, zdarte na papier, przesunęliśmy pod tył, odwrócone stroną mniej zjedzoną. Podważaliśmy kątownikiem z pola złomu. Trzymał go jeden z trójki z frachtowca, ten młodszy, przez cały dzień, bo jak puści, kątownik jest niczyj, a mój trzymacz ma już oba rzędy palców zajęte — linka burtowa i żeton z kartką od zarządcy. Chłopak zapytał, czy może go odłożyć, jak pójdzie jeść. Powiedziałem, że może, ale wtedy zje i już go nie znajdzie.

Przy okazji zauważyłem coś, czego nie zauważyłem przez dziesięć dni stania nad korbą.

— Czemu czasem idzie lekko? — spytałem Othę.

— Bo czasem idzie lekko — powiedziała i kręciła dalej.

Położyłem się na skorupie przy płozie i leżałem długo. Skorupę tu mieszają od środka i ona nie drży równo — ona się podnosi i opada, długo, leniwie, jak coś, co oddycha za głęboko. Kiedy podnosi, ciężar na płozie schodzi prawie do zera. Kiedy opada, Tresk siada całym sobą i korba staje. Otha kręciła równo przez cały czas, więc połowę siły wkładała w trzymanie, a nie w ciągnięcie.

Wziąłem jeden pałąk z ładowni, ten z krótkim tonem, i napiąłem włókno nad płozą, jednym końcem na kątowniku, drugim na uchu wciągarki. Przy każdym uniesieniu skorupy napięcie puszcza na chwilę i nić się odzywa. Nie głośno. Wystarczająco.

Otha posłuchała tego ze cztery razy i dalej już nie pytała. Zaczęła kręcić na ton: trzy szarpnięcia, przerwa, trzy szarpnięcia. W przerwie trzymała zapadkę i nie robiła nic.

Rejestrator przyszedł na oględziny po południu. Zapytałem go, czy dygot skorupy liczy się do przemieszczenia.

— Kreska jest na skorupie — odpowiedział. — Jednostka jest na skorupie. Jeśli oba podnoszą się razem, odległość między nimi się nie zmienia. Dygot nie jest ruchem jednostki.

— A jeśli jednostka podnosi się wyżej niż kreska?

— Wtedy zmierzę to jako ruch w pionie i zapiszę, że jednostka lata. Lot to nie hol. Radzę nie.

Pomiar: więcej niż jakikolwiek dzień wcześniej od wczorajszej kreski. Najwięcej, ile było, i to w dzień, w którym nie tknąłem korby.

Otha skończyła po zmroku. Nie liczyła już obrotów, tylko słuchała. Powiedziałem jej, że przy tym tempie do wrót jest o połowę krócej, niż liczyłem.

— To źle — powiedziała. — Cztery jednostki dziennie.

Nie pomyślałem o tym z tej strony. Siedzieliśmy jeszcze chwilę przy wyłączonej wciągarce i nić odzywała się sama, bez nikogo, za każdym razem, gdy skorupa brała oddech.

Wyszło?