ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
052 ciąg dalszy · ambrat

Dzień 52. Jednostka, która musi być trzymana

  • hol frachtowca ambrat

Wyciąg z rejestru czynności, stanowisko drugie: dzień 52 — pomiar od kreski: 31 cm, hol trwa.

Otha odzyskała próg i pół dnia kręciła do przodu. Tresk zawodził tylko wtedy, kiedy przystawała.

Pismo z terraformera przyszło przed południem, krótkie:

»Faktura z dnia 49 przyjęta warunkowo. Faktura nie jest dowodem odpłatności. Dowodem odpłatności jest wpłata. Proszę o przesłanie dowodu wpłaty w terminie.«

Odpisałem, że dowodu wpłaty nie mam, bo wpłaty nie mam, a wpłata zależy od nich, nie ode mnie. Dopisałem numer konta. Dwie linijki, pierwszy raz w tej sprawie bez zdania o kolumnach.

Po zmierzchu odezwała się lina.

Winda stoi kawał drogi od pola złomu i nie stoi — dolny koniec wisi metr nad żwirem, bo skorupa tu dygocze i każda kotwica z niej wychodzi w ciągu doby. Koniec liny trzyma zmiana, czterech na raz, dwa rzędy palców na oplot, i zmieniają się przekładając palce pod palce, żeby lina ani na chwilę nie została niczyja. Kosze zjeżdżają w nocy, kiedy góra jest w cieniu. Widać je z daleka, bo świecą na dole rantem.

W koszu był żeton na jedną jednostkę i kartka.

Kartka nie z terraformera. Z ręki zarządcy, prywatnie, jego własnym podpisem, bez nagłówka jednostki:

»Płacę z własnych środków. Wykonawca wchodzi zgodnie z umową. Proszę zachować pismo.«

Zapłacił, żeby moja opinia zaczęła istnieć, i jednocześnie wpuszcza Holdmark do kolumn. To nie jest sprzeczne. To jest człowiek, który wie, co się stanie przy pierwszym skoku ciśnienia, i chce, żeby wtedy w papierach był ktoś, kto to napisał wcześniej — za pieniądze, więc rzeczoznawca. Jedną jednostkę za prawo powiedzenia potem: przecież ostrzegano.

Z żetonem był kłopot od razu. Wziąłem go z kosza lewą, bo prawą mam nad nadgarstkiem zaklejoną i nie ufam jej zaciskowi. Człowiek od kosza patrzył, jak chowam żeton do kieszeni, i powiedział, że w kieszeni żeton leży, a nie jest trzymany, więc od momentu puszczenia jest niczyj i należy do pierwszej dłoni. Swojej nie wyciągnął. Był uprzejmy.

W urzędzie dopisanie żetonu do mojego trzymacza kosztowało trzy jednostki, bo to druga rzecz, a rzeczy liczy się osobno — jednostka Hanna to jedna pozycja, żeton to druga, i nie ma taryfy łącznej, bo palce są dwa rzędy, ale wpisy są po jednym na rzecz. Zwróciłem uwagę, że przedmiot trzymania jest wart jedną jednostkę. Urzędniczka powiedziała, że wartość rzeczy nie wpływa na koszt jej trzymania, bo trzymanie trwa tyle samo niezależnie od tego, co się trzyma. Trudno się z tym kłócić.

Dowód wpłaty wysłałem od razu: wyciąg z konta z ubiegłej doby, z żetonem sfotografowanym w palcach trzymacza, w oplocie widoczna kartka. Wyszło jedno pismo. Nie dopisałem nic o kolumnach, bo o kolumnach napisałem już wszystko w dniu 49 i teraz to jest odpłatne.

Trzymacz stoi teraz przy stanowisku czternaście — to znaczy przy Hannie, bo stanowisko czternaście jest w innym układzie, a on tego nie odróżnia i słusznie. W dolnym rzędzie palców ma linkę burtową, w górnym żeton i kartkę. Skorupa dygocze mniej więcej co kilkanaście sekund i za każdym razem kartka szeleści o żeton, krótko, zawsze tak samo.

Siedziałem przy tym do późna z blachą na kolanach. Ton ma niski i suchy. Gdyby to była nić, dałbym za nią mało.

Wyszło?