Dzień 49. Darmowa opinia o kolumnach
- hol frachtowca ambrat
Rano przyszła wiadomość z tego terraformera, któremu odmówiłem. Nie oferta — odmowy nie ponawiają, są na to za uprzejmi. Pytanie.
Piszą, że mają wykonawcę tańszego o połowę i że ten wykonawca twierdzi, iż kolumn wymiennikowych nie trzeba wymieniać. Wystarczy przewiercić zarośnięte kanały od góry, przepłukać i zapuścić obieg z powrotem. Zarządca pyta, czy z mojego doświadczenia to jest technicznie dopuszczalne.
Wykonawca nazywa się Holdmark Serwis. Nie musieli pisać nazwy, poznałbym po zdaniu „technicznie dopuszczalne”.
Odpisałem, że tak, przewiercić się da. Że kanał po przewierceniu jest drożny i obieg rusza tego samego dnia. Że osad w kolumnie nie rośnie od środka do środka, tylko od ściany do środka, więc wiertło, które robi kanał w osadzie, robi go też trochę w ścianie, bo nie umie ich odróżnić, a ściana jest z tego samego materiału co brzeg zarostu. Że ściana ma wtedy grubość, której nikt nie mierzy, bo nie ma czym zmierzyć rury od wewnątrz bez rozcinania. I że przy pierwszym skoku ciśnienia po ponownym rozruchu — nie przy rozruchu, przy pierwszym skoku — kolumna pęknie wzdłuż, nie w poprzek, i pęknie w kilku naraz, bo wszystkie wiercono tym samym wiertłem i tak samo krzywo.
Napisałem to w czterech zdaniach, bez rysunku. Nie policzyłem sobie za to nic, bo nie ma pozycji na odpowiedź na pytanie, którego nikt nie zamówił, a wymyślać drugiej nowej pozycji w tym samym kwartale nie będę.
Poszedłem potem do hali. Otha kręciła od świtu, miska jechała w kółko, niska nić szła przez oba krążki i trzymała ton przy każdym obrocie. Zapytała, co mi przyszło, bo widziała, że coś czytałem przez rękaw.
— Robota, której nie biorę.
— To po co czytasz?
— Bo pytali, czy da się zrobić inaczej.
— I da się?
— Da się. Jakiś czas będzie działało.
Otha zatrzymała korbę w górnym położeniu, co robi, kiedy chce coś powiedzieć całą dłonią, i rozłożyła oba rzędy palców.
— To powiedziałeś im, że się da, i teraz tamci to zrobią.
— Tak.
— I nie dostaniesz nic.
— Nie.
— A potem?
— Potem ktoś pojedzie tam wymieniać kolumny, tak jak trzeba było od początku, tylko przy okazji będzie musiał wyciąć pół kadłuba, żeby je wyjąć, bo po pęknięciu ich się nie wyjmuje przez właz.
Otha przekręciła korbę o pół obrotu i zabrała z miski coś okrągłego.
— To czemu im to napisałeś?
— Bo zapytali mnie, a nie jego.
Nie wiem, czy zrozumiała. Tutejsi mają na wszystko rachunek w palcach i cztery jednostki dziennie to dla niej jest całe zdanie, a ja jej właśnie powiedziałem, że oddałem coś za zero. Ale nie drążyła. Kręciła dalej.
Kreskę mierzyliśmy po południu: kilkanaście centymetrów od wczoraj, rejestrator wpisał hol trwający, dygot był łagodny. Ręka goi się od środka, szwu nie ma, bo nic nie szyto, tylko zaklejone, i swędzi tak, że w nocy budzę się z ręką pod kołnierzem.
Wieczorem na Hannie podniosłem ciąg o włos, żeby dociągnąć obieg. Jedenaście pałąków w ładowni odezwało się jednocześnie i zaraz ucichło. Dwunastego nie było słychać, bo dwunasty pracuje w hali i ciągnie Treska.