ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
033 rozstrzygnięcie · oskra

Dzień 33. Odpowiedź w bąblach

  • sygnal spod oskry

Odpisałem habitatowi dopiero po trzech bąblach, bo trzy bąble zajęło mi wymyślenie, co odpisać.

Nie nadawać rzadziej. Nadawać do nich.

Tam na dole ktoś siedzi na zakręconym punkcie i wszystko, co dostaje, wypuszcza w jedno zdanie o pomocy. Nie zostawia sobie nic. Nie zostawia sobie nawet tyle, żeby przestać. Sprzęt, który powtarza bez końca, powtarza z jednego powodu: nikt mu nie potwierdził odbioru. Wiem coś o tym. Wysłałem kiedyś czterysta osiemdziesiąt trzy potwierdzenia naraz i policzono mi to jako jedną wiadomość, bo była dobrze ściśnięta.

Pytanie było, czym do nich zapukać. Radiem nie — radio nie schodzi pod tę skorupę, dlatego ich sygnał wychodzi rurą, a nie powietrzem. Rurą przychodzi tylko jedno: czas. Więc czasem.

Poszedłem do rachmistrzyni z zaworem piątego odgałęzienia w głowie.

— Chcę, żeby pani nim kręciła.

— Kręciłam. Ćwierć obrotu. To już jest w księdze.

— Chcę, żeby pani kręciła w rytmie. Otwarte, zamknięte, otwarte. Ich własna wiadomość, oddana im z powrotem, z tą samą pauzą w tym samym miejscu. Wtedy będą wiedzieli, że to nie jest pogoda.

Zrobiła coś, czego u niej wcześniej nie widziałem: odłożyła ołówek, zanim skończyła słuchać.

— Każde otwarcie jest dostawą — powiedziała. — Każda dostawa ma linijkę. Pan mi tu chce zrobić kilkanaście dostaw naraz na jednego odbiorcę w czasie jednego bąbla.

— Tak.

— Odbiorca pobierający więcej niż trzy razy między bąblami przechodzi na taryfę intensywną.

— Niech przechodzi.

— Taryfa intensywna jest droższa — powiedziała — i liczy się od pierwszej dostawy wstecz.

Stałem przy tym zaworze i liczyłem bąble w czwartej nitce, a ona kręciła. Trzy krótkie, przerwa, trzy krótkie, długa pauza w miejscu, w którym ich nadajnikowi zawsze kończy się porcja, potem jeszcze dwa. Habitat podawał mi takty, bo tylko on tutaj cokolwiek mierzy równo. Rachmistrzyni po każdym obrocie zapisywała linijkę, jedną, płaskim pismem, i pod każdą zostawiała puste miejsce. Linijek uzbierało się sporo. Ręka jej nie drgnęła ani razu, bo one nie męczą się w sposób, który by je informował, że minął czas.

Potem czekaliśmy sześć bąbli.

Przyszło krótsze. Nie trzy grupy, rodzaj jednostki, liczba osób, prośba o hol. Tylko liczba osób. Ta sama liczba. I żadnego zawahania w drugim miejscu, bo nie było już drugiego miejsca.

Habitat zapytał, czy ma to zapisać jako skrócenie treści, czy jako spadek poboru.

— Jako odpowiedź — powiedziałem.

— Rubryka nie przewiduje.

— To wpisz w obie i zaznacz, że to dwie odrębne sprawy.

Po tym było cicho przez cztery bąble. Rachmistrzyni czekała z ołówkiem i w końcu zapytała, czy zapisać milczenie jako zaprzestanie zużycia, bo wtedy punkt znów staje się bierny i termin przestaje biec.

Powiedziałem, że tak.

Powiedziałem to szybciej, niż zdążyłem sprawdzić, czy to znaczy, że oni oddychają dalej, czy że skończyli. Bo to wygląda tak samo z tej strony rury. Ktoś, kto przestał wołać, żeby starczyło na powietrze, i ktoś, komu już nie starczyło, milczą identycznie.

Zawór jest teraz zamknięty. Otworzę go znowu przy dwunastym bąblu i wystukam im to samo, i będę to robił, dopóki mi rachmistrzyni nie policzy taryfy intensywnej za coś, co nie przychodzi.

Czwarta nitka szła dalej swoim bąblem, równo, jak zawsze. Nikt jej o nic nie pytał.

Wyszło?