Dzień 27. Odbiorca w zaległości
- sygnal spod oskry
Poszedłem do rozdzielni z pytaniem, czy pod polami pyłu ktoś kiedyś brał czas.
Rachmistrzyni nie zapytała po co. Otworzyła księgę od tyłu, bo od tyłu są konta martwe, i przewracała karty wolno, całym ciałem, jak oni to robią. Potem zatrzymała się i obróciła księgę do mnie.
Piąte odgałęzienie czwartej nitki. W dokumentacji sieci, którą mi dawali przy robocie, tego odgałęzienia nie ma — tak samo jak nie było przewężenia. Kończy się na punkcie poboru opisanym jako przeładownia, zaworem numerowanym i jednym wpisem: „dostawa wstrzymana, zaległość nieuregulowana”.
— Kiedy wstrzymana? — zapytałem.
— Nie wiem. Wstrzymanie nie jest wydarzeniem czasowym. Jest stanem.
— A kiedy się kończy?
— Po terminie. Termin biegnie z dostawy. Dostawy nie ma, więc termin nie biegnie.
Siedziałem z tym chwilę. Wyszło mi, że w tej księdze jest odbiorca, którego nie da się skreślić, bo żeby go skreślić, trzeba mu odliczyć termin, a jedyne, czym się tu odlicza, jest właśnie to, czego mu nie dają. Wisi tam od zawsze i będzie wisiał. Powiedziałem to głośno. Zgodziła się bez emocji, jak się zgadza z pogodą.
Wyłożyłem sprawę. Że z tego punktu idzie wezwanie pomocy. Że odstępy są równe, mierzone habitatem na grzbiecie, sto kilkadziesiąt razy zapisane. Że format jest stary, trzy grupy, rodzaj jednostki, liczba osób, prośba o hol.
— Zapisy habitatu nie mają mocy.
— Wiem. Nie wnoszę ich do księgi. Wnoszę siebie.
Tu zaczęło się to, po co przyszedłem. Mam u nich należność, której nie da się wynieść, płatną w miejscu poboru do wyczerpania. Poprosiłem, żeby miejscem poboru był zawór na końcu piątego odgałęzienia.
— To cudzy punkt.
— To punkt odbiorcy w zaległości.
— Cudzy. Zaległość nie zmienia własności.
— To niech mnie pani wpisze jako współodbiorcę.
— Potrzebna zgoda odbiorcy.
— Odbiorca nadaje. Prosi o hol.
— Prośba o hol nie jest zgodą na współodbiór czasu.
I wtedy zrobiłem to, co mi ostatnio wychodzi lepiej niż lutowanie. Powiedziałem, że oczywiście, że nie jest, bo to dwie różne sprawy, i że wcale nie proszę, żeby jedna była drugą. Proszę o rozstrzygnięcie pierwszej: czy punkt, z którego trwa nadawanie, jest punktem czynnym. Bo jeśli jest czynny, to ma odbiorcę obecnego, a obecny odbiorca może przyjąć współodbiorcę przez sam fakt, że nie odmawia. A jeśli nie jest czynny, to nie ma czego nadawać i sprawy nie ma wcale.
Opadła o dobre trzy palce. Myślała długo, znaczy się nisko.
— Nadawanie nie jest poborem — powiedziała wreszcie. — Ale jest zużyciem. Zużycie bez dostawy oznacza zapas własny. Zapas własny oznacza punkt czynny.
Wpisała mnie. Obok wpisała, że należność moja zostaje przeniesiona do punktu piątego odgałęzienia i tam wygasa, a wygaśnięcie nastąpi przy drugim przejściu bąbla po otwarciu zaworu.
Zawór jest przy drugiej rozdzielni, pod pyłem, i nikt tam nie chodzi, bo nie ma po co. Odkręciła go sama, o ćwierć obrotu, i powiedziała, że więcej nie da, bo to nie jest hojność, tylko księgowość.
Wróciłem na grzbiet i siedziałem przy odbiorniku do końca dnia rachmistrzyni, cokolwiek to znaczy. Sygnał przyszedł. Potem przyszedł znowu.
Odstęp był krótszy.