Dzień 138. Drugi kawałek
- spotkanie telnu
Hrel dał ogień, ale dopiero po południowej warce, kiedy panew schodzi i tak. Koc rozpięliśmy w tym samym miejscu co wczoraj, od strony nasypu. Mern przyszedł sam, z kijami pod pachą, zanim go poprosiłem.
Drugi kawałek siedział w palenisku dłużej niż wczorajszy, bo był węższy i chciałem go dogrzać równo. Wyciągnąłem, położyłem na płycie, uderzyłem trzy razy i usłyszałem to zanim zobaczyłem — zamiast dźwięku wyszedł jakby stuk w drewno. Od krawędzi poszło pęknięcie na dwa palce w głąb, ukośnie, przez miejsce, gdzie blacha była przy zbiorniku zgięta i prostowana przez kogoś przede mną. Dogrzałem jeszcze raz, spróbowałem skuć pęknięcie od czoła. Rozeszło się dalej.
Dobrze. Pierwszy kawałek wczoraj wyszedł, jest rozbity na szerokość, wyprostowany i jest go dosyć na krzywkę z naddatkiem. Drugi miał być zapasem na wypadek, gdybym pierwszy zepsuł. Nie zepsułem, więc zapas zrobił to, co zapasy robią najczęściej: pękł, kiedy przestał być potrzebny. Wrzuciłem go z powrotem na ruszt, niech leży, Hrel coś z niego będzie miał na łaty do panwi.
Profil wytnę już na Hannie. Blacha zeszła z grubości na tyle, że pilnik to teraz robota na jeden wieczór, a nie na trzy i wkład do obiegu.
Przy zwijaniu koca Mern zapytał, czy widać po nim, że patrzył.
— Na blachę?
— Wczoraj. Pod kocem, nie w szparę. Dłużej, niż trzeba było.
Nie wiedziałem, co mu powiedzieć, i nie wiem do tej pory. Nie znam się na ich oczach, nie wiem, co u nich robi takie światło przez kilkanaście uderzeń młotka, i nie wiem nawet, czy ból, który ma, jest stamtąd. Mogłem powiedzieć, że nic mu nie będzie. Brzmiałoby to lepiej i mogłoby być prawdą.
— Nie wiem — powiedziałem. — Nie jestem od ludzi.
— To skąd będę wiedział.
Postawiłem mu w ciemnym przejściu za warzelnią puszkę po zgorzelinie, odszedłem dwadzieścia kroków i kazałem mu po nią iść. Poszedł prosto i wziął ją bez macania. Powiedziałem, żeby jutro i pojutrze zrobił to samo z kimś, kto pod koc nie zaglądał, i żeby porównali, kto pierwszy trafi.
Powiedział, że woli nie, bo jak wyjdzie gorzej, to będzie już wiedział.
Zostawiłem puszkę przy jego drzwiach.