ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
137 ciąg dalszy · pulm

Dzień 137. Koc na dwóch kijach

  • spotkanie telnu

Blacha na telnowską krzywkę jest za gruba i piłowaniem jej nie zejdę. Próbowałem dwa wieczory temu, wyszło mi pół milimetra i pełna garść czarnego pyłu, który od razu poszedł w obieg, bo stałem przy wlocie. Wkłady mam trzy i nie zamierzam zużyć jednego na własną głupotę, więc robotę wyniosłem z Hanny. Tu jest mokro, pył siada po dwóch krokach i zostaje w błocie.

Hrel wpuścił mnie do warzelni drugiej pod warunkiem, że nie będę zaglądał pod panew. Palenisko mają długie, zamknięte na głucho, drzwiczki wielkości dłoni, otwierane tylko na dorzucenie i zaraz zatrzaskiwane. Pracują przy tym ogniu cały dzień i nikt go nie ogląda.

Wsunąłem oba kawałki poszycia od czoła, między panew a ruszt, i czekałem. Za kowadło służyła mi płyta dociskowa z prasy, położona na pniaku przy wyjściu. Kiedy wyciągnąłem pierwszy kawałek obcęgami, zrobiło się jasno.

Nie pomyślałem o tym wcześniej, a powinienem. Rozgrzana blacha w ciemnej izbie świeci jak nic innego w całym Pulmie. Dwie kobiety przy panwi odwróciły się twarzami do ściany, jedna z ręką na oczach, i stały tak, póki nie wyniosłem tego na dwór. Hrel nie powiedział nic, ale popatrzył na mnie tak, jak się patrzy na człowieka, który nasypał komuś piasku do jedzenia bez złej woli.

Mern przyniósł koc i dwa kije. Rozpięliśmy to za warzelnią, od strony nasypu, w taki daszek na dwie osoby — on trzymał kije, ja biegałem z obcęgami. Od drzwiczek do pniaka blacha akurat wytrzymuje w dobrym kolorze. Pod kocem widziałem ją dobrze: wiśnia, potem ciemna wiśnia, potem koniec i z powrotem do ognia.

Rozbiłem go na szerokość, zszedłem z grubości może i wyprostowałem łuk, który tam był po zbiorniku. Drugi odłożyłem, bo ręka od młotka zaczynała chodzić nierówno, a lewą dłonią i tak nic nie przytrzymam porządnie.

Mern przez cały ten czas patrzył nie na blachę, tylko w szparę między kocem a ziemią.

— Widać stąd? — zapytałem.

— Z góry nie. Od studni trochę.

— To niech będzie od studni.

Wracając zebrałem zgorzelinę z pniaka do puszki, żeby mi nie weszła na buty i butami do ładowni. Jutro drugi kawałek, jeżeli Hrel da ogień.

Wyszło?