ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
135 rozstrzygnięcie · pulm

Dzień 135. Płat rozłupany wzdłuż

Zebranie było moje. To znaczy nie moje, ale o mnie, bo zwołano je przez zdanie, które sam dopisałem wczoraj w książce studni. Napisałem, że narost jest rzeczą osady. Zebranie uznało, że skoro osady, to wszystkich, a skoro wszystkich, to dlaczego całość stoi u Hrela w warzelni drugiej.

Siedzieli w izbie przy jednej lampie owiniętej szmatą, szparą w dół, więc widziałem buty i do połowy kolan. Mern przyniósł kartkę, ale nikt nie dał mu jej przeczytać.

— Równo to znaczy po połowie wagi — powiedział ktoś od pierwszej warzelni.

— Sprawiedliwie to znaczy, że bierze ten, kto przyszedł z wiadrami — powiedział Hrel.

Padła propozycja, którą wysłuchali z powagą: rozbić wszystkie płaty na okruch i rozsypać po równo. Wtedy obie warzelnie mają tyle samo soli i obie mają klasę drugą, więc nikomu nie jest lepiej niż komukolwiek. Ktoś to nazwał najuczciwszym wyjściem. Nikt się nie zaśmiał, a ja najmniej, bo to ja skuwałem.

Wziąłem płat z wiadra i położyłem sobie na kolanie. Przy skuwaniu zauważyłem, że sól w tym kolanie nie jest jednolita — idzie warstwami, a między warstwami siedzi ciemniejsza, krucha linia. Woda w studni nie jest przez cały czas ta sama i rura o tym pamięta.

Poprosiłem o dłuto i młotek płaski. Postawiłem dłuto w tę ciemną linię, stuknąłem dwa razy i płat rozszedł się wzdłuż. Dwa cieńsze płaty. Oba całe, oba płaty, oba klasa pierwsza. Wagi w sumie ani grama mniej.

Na drugim poszło krzywo i został mi w ręce okruch. Oddałem go Mernowi.

— Na pokazanie zebraniu — powiedziałem. — Żeby było wiadomo, jak wygląda to drugie.

Uchwalili, że dzieli się wzdłuż. Potem uchwalili jeszcze, że dzieli ten, kto skuwał, co przez chwilę oznaczało mnie, więc zwróciłem uwagę, że materiał już oddałem i nie jestem stroną. Przyjęli to bez oporu i podstawili Hrela, którego strona przyjęła z oporem, ale przyjęła.

Do książki studni ktoś dopisał pod moim zdaniem: dzieli się na płaskie, nie na kawałki. Charakter pisma lepszy od mojego, ale też przy owiniętej lampie, więc dwa wiersze zjechały na siebie.

Hrel odprowadził mnie do ścieżki i przez całą drogę ważył w ręce swoją połowę pierwszego płata.

— Cieńsza — powiedział z zadowoleniem — a liczy się tak samo.

Wyszło?