ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
132 nowe zlecenie · pulm

Dzień 132. Proszę nie świecić

  • reaktor hodna
  • pulm pompa

Rano zrobiłem trzeci grzebień, a wiatr od grani dalej szedł tak samo. Terke popatrzyła na mnie znad książki i powiedziała, że ten wiatr siedzi zwykle kilkanaście dni, a ona nie lubi płacić za siedzenie.

— To niech mnie pani wykreśli na parę dni.

— Z przyjemnością.

Zlecenie wziąłem przez boję: pompa w studni solankowej, osada na Pulmie, dojazd na mój koszt. Prostą drogą się nie dało, bo brama po tej stronie stoi na przeglądzie, więc leciałem bokiem, przez układ, którego nawet nie mam porządnie w kartach — dwa zimne olbrzymy i nic poza nimi. Nikt tam nie siedzi i nikt nie odpowiada, co w sumie było odpoczynkiem.

Pulm jest mokry, ciemny i cieplejszy, niż wygląda. Deszcz nie pada, tylko wisi. Słońce stoi nisko i daje tyle światła, co lampka nad kuchenką. Osada to kilkanaście nasypów nad studnią, a między nimi idą rury z gorącą solanką, oblepione na zewnątrz białą skorupą, którą się strąca kopniakiem.

Przyjęła mnie kobieta — tak ją nazwę, bo tak była ubrana — niska, szeroka, z twarzą gładką jak spód talerza. Oczu nie widziałem żadnych. Położyła mi dłoń na przedramieniu, potem na rurze, potem znowu na przedramieniu, jakby porównywała.

— Tutaj było jasno. Teraz jest ciemno od kolana w dół.

Zszedłem do studni z lampą. Nie uszedłem trzech kroków, kiedy ktoś za mną zawołał coś, czego nie zrozumiałem, i zaraz potem jego ręka zasłoniła mi szkło.

— Proszę nie świecić.

— Nie widzę bez światła.

— My też nie, jak pan świeci. — Powiedział to zupełnie spokojnie, jak się mówi komuś, że rozlewa herbatę na stół. — Pan rozlewa. Potem pół dnia schnie.

Dogadaliśmy się tak, że lampę owinąłem szmatą i zostawiłem szparę na szerokość palca, skierowaną w dół. Mało, ale do roboty po omacku i tak używam głównie rąk, a lewą dłonią i tak nic nie przytrzymam, więc różnica wyszła mniejsza, niż się bałem.

Pompa bije i nie daje ciśnienia. Obudowa ciepła równomiernie, wał bez bicia, łożysko czyste. Zimno zaczyna się przed nią, na kolanie ssawnym — przyłożyłem rękę i rzeczywiście jest tam pas, gdzie rura przestaje grzać. Coś stoi przed wirnikiem, nie w nim. Jutro zdejmę kolano.

Wieczorem siedziałem pod nasypem z herbatą. Podszedł mały, przyłożył palce do kubka i cofnął je.

— Bardzo krzyczy — powiedział z wyrzutem i poszedł sobie.

Wyszło?