ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
130 nowe zlecenie · hodna

Dzień 130. Kaptury na dolnym poziomie

  • reaktor hodna

Po blaszkę nikt się nie zgłosił, za to zgłosili się po mnie.

Przyszła kobieta nazwiskiem Terke, dozorczyni ciepła portu, w dwóch kurtkach, jedna na drugiej, i zapytała od progu, czy to ja jestem ten z palnikiem. Powiedziałem, że tak, i że za palnik już się wytłumaczyłem.

— Nie o to chodzi. Chodzi o to, że pan ma palnik, a my nie mamy nikogo.

Reaktor stoi w kawernie wykutej pod wjazdem, trzy poziomy niżej niż stanowiska. Mały, stary, pewnie starszy ode mnie, i w zasadzie zdrowy — tyle że od kilkunastu dni schodzi sam z mocy. Nie wyłącza się, nie alarmuje, po prostu oddaje mniej, niż się od niego chce, a kiedy się go przyciska, oddaje jeszcze mniej.

Skutek widać na dolnym poziomie, bo stamtąd ciepło zabiera się pierwsze. Dlatego tutaj wszyscy chodzą w kapturach. Myślałem, że to przez pył.

Zeszliśmy. Kawerna sucha, głośna od dmuchaw, podłoga wibruje przez podeszwy. Obieg pierwotny w porządku, ciśnienia równe, pompy chodzą bez bicia. Sprawdziłem po kolei to, co się sprawdza najpierw, bo najtaniej: zawory obejściowe, czujniki na wylocie, sterownik dławienia. Sterownik dławi, owszem, ale dławi dlatego, że mu ktoś każe. Każe mu temperatura za wymiennikiem końcowym.

A wymiennik końcowy jest na powierzchni, na zboczu, po stronie wiatru.

— Kiedy go ostatnio czyszczono?

Terke zajrzała do książki urządzenia. Znalazła wpis z czyszczenia, bez daty roboty, za to z datą rozliczenia. Holdmark, oczywiście. Żeber nie wymieniono, wymieniono osłonę.

— Osłona to był problem? — zapytałem.

— Osłona była droga.

Powiedziałem, że moim zdaniem żebra są zapchane pyłem po same korzenie, że wtedy wymiennik nie oddaje ciepła, a sterownik robi dokładnie to, do czego go zrobiono, tylko nikomu to nie pasuje. Powiedziałem też, że zanim to powiem na pewno, muszę tam wejść i włożyć rękę między żebra.

Terke spojrzała w górę, w stronę szybu, jakby stamtąd było cokolwiek widać.

— Dzisiaj nie. Wieje od grani. Przy takim wietrze nie wypuszczamy nikogo na zbocze, bo potem trzeba kogoś po niego wysyłać.

Ustaliliśmy dniówkę i że czekam na pogodę, a czekanie liczy się po połowie. Zapisała to u siebie, nie u mnie.

Przy wyjściu zapytała, czy jak się żebra wyczyści, to ciepło wróci od razu.

— Jak wróci, to wróci wieczorem, po pełnym obiegu.

— To powiem im, żeby nie zdejmowali kapturów przed kolacją.

Wyszło?