Dzień 128. Ciepły przy podejściu
- dwa grzebienie
- spotkanie telnu
Mówiłem, że tu nie wrócę, a jednak wróciłem — pył wchodzi przez wszystko tak samo jak wczoraj, więc zamknąłem wrota ładowni i robiłem przy jednej lampie, z blatem przysuniętym do żebra.
Blaszkę rozpierającą do skrzynki Oszta wycinałem z tej sprężynowej, którą wożę przywiązaną do żebra od dawna. Wymiary mam na kartce z dnia, kiedy brałem zaliczkę: rozstaw na trzydzieści dwa, nos krzywki trzy i pół nad wałkiem, odsadzenie takie, żeby w położeniu „podejście” wypychało karetkę na ciepły grzebień, a w „cumowaniu” samo wracało.
Ciepły grzebień wchodzi lekko i nadaje się do podejścia, zimny trzyma twardo i nadaje się do cumowania. Skrzynka do tej pory podawała, co jej się akurat podało, i Oszt nazwał to usterką, chociaż to raczej brak urządzenia.
Cięcie szło wolno, bo lewa dłoń dalej nie zgina się tak, jak powinna, i blachę musiałem najpierw unieruchomić w imadle, zamiast przytrzymać palcami. Potem pilnik. Nos wypiłowałem z nadmiarem, bo nadmiar można zdjąć, a brak nie. Hartowałem palnikiem na krótkim odcinku, w wodzie z zapasu z Ohry, która śmierdzi metalem i zostawia osad, ale do hartowania jest doskonała i nikt mi nie powie inaczej. Odpuszczałem na słomkowy, na blaszce podkładowej, z latarką przy oku, żeby złapać kolor.
Próbę robiłem na wzorcowym grzebieniu, który wziąłem od Oszta. Pierwszy raz nos wszedł za głęboko i karetka zatarła o prowadnicę. Zdjąłem pół kreski pilnikiem, przetarłem, założyłem jeszcze raz. Weszło, przeszło, wróciło samo. Zrobiłem to czterdzieści razy pod rząd i za czterdziestym razem robiło dokładnie to samo co za pierwszym, co w tej robocie jest całym jej sensem.
Przy okazji, skoro i tak miałem ustawioną piłę i rozgrzany palnik, przymierzyłem się do tamtej krzywki dla drugiej budy na Telnie. Z tych dwóch krzywych kawałków poszycia wyciąłem zarys. Dalej nie poszedłem, bo blacha jest za gruba i trzeba jej będzie poświęcić osobny dzień, ale zarys mam.
Po południu zapukali we wrota.
Herse, ta w kapturze. Z formularzem tym razem.
— Zgłoszono płomień na stanowisku.
— Palnik.
— W jakim celu.
— Hartowałem.
Zajrzała do ładowni, zobaczyła blaszkę na blacie i napisała coś, czego nie widziałem. Potem podała mi do podpisu.
ZGŁOSZENIE RZECZY WYKONANEJ NA MIEJSCU Rzecz: blaszka rozpierająca z krzywką, szt. 1. Materiał: własny przybysza. Wykonawca: przybysz. Czy rzecz nosi ślady naprawy: tak. Podstawa ustalenia: na rzeczy widoczne ślady powtórnej obróbki (podcięcie nosa po próbie). Rzecz obrobiona powtórnie jest rzeczą poprawianą, a rzecz poprawiana jest rzeczą naprawianą. Skutek: rzecz podlega wejściu drugiemu przed wywozem. Opłata: nie pobiera się od rzeczy wykonanych na miejscu z materiału własnego.
— Ona nie była naprawiana — powiedziałem. — Ona wczoraj nie istniała.
— Wczoraj nie. Dzisiaj przed południem już istniała i miała nos dłuższy. Potem pan go skrócił.
— Bo tak się robi nowe rzeczy. Z nadmiarem.
— I to jest właśnie ten ślad — powiedziała Herse zupełnie spokojnie. — Rzecz zrobiona od razu dobrze nie ma po czym poznać, że ktoś jej dotykał. Pana rzecz ma.
Zapytałem, czy mogę złożyć zdanie odrębne. Powiedziała, że nie ma takiej rubryki, co zresztą wiedziałem już od wczoraj.
Poszedłem więc z blaszką do hali wejścia drugiego, w pyle, pod wiatr, czterysta kroków.
Taśma chodziła cicho, bez wałka pyłu z wczoraj. Chłopak zza szyby skinął tylko głową, kiedy podałem blaszkę przez okienko, i od razu ją oddał z powrotem.
Trwało to tyle, ile trwa przejechanie taśmy. Nikt niczego nie oglądał, nikt niczego nie otwierał. Zapytałem chłopaka, co się właściwie przy tym sprawdza.
— Że przeszła — powiedział.
Mam blaszkę, mam zarys na telnowską krzywkę i mam z tego dnia pełne ręce opiłków sprężynowych, które trzeba będzie wymieść, zanim wejdą w prowadnice wciągarki. Pokwitowania wejścia drugiego nie wydali, bo pokwitowanie jest rzeczą i musiałoby wejść osobno.