ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
013 postój · stacja glosowania

Dzień 13. Stacja głosowania

  • nowe zlecenie glosowanie
  • dlug z varnu

Dwie doby do głosowania, więc zająłem się swoim. Obieg drugi kapie na dwa palce dziennie, ale reaktor chodzi na jałowym i ciśnienia praktycznie nie ma, więc to bardziej pot niż wyciek. Dociągnąłem kołnierz, dołożyłem resztkę uszczelki i zdjąłem z listy rzecz, której i tak z tej listy nie zdejmę.

Rurę sprzedałem. Mechanik z tego holowanego frachtowca chodził po hali i szukał czegoś, co ma złą średnicę dokładnie tak, jak jemu potrzeba. Chciałem czterdzieści dwie, dał trzydzieści osiem i pomógł mi ją wytoczyć, więc wyszło na to samo. Powiedział, że sterowanie kursowe mieli zimne od portu wyjściowego i że kapitan uważał, że rozejdzie się w locie.

Kiedy wróciłem po narzędzia, w ładowni ktoś siedział.

Kobieta, koło pięćdziesiątki, w kurtce za dużej o dwa numery, plecami do przegrody, z moim zapasowym ogniwem grzewczym na kolanach. Nie włączonym. Trzymała je jak kota.

— Nie podłączyłam — powiedziała od razu. — Bo by pan zobaczył zużycie.

— Zobaczyłbym.

— No właśnie.

Usiadłem na skrzynce ze złączami. Zapytałem, skąd.

Z frachtowca. Wsiadła trzy porty temu, płaciła robotą w kuchni i przy ładunku, bez papieru. Kapitan zgłosił trzy osoby, bo trzy osoby miał w rejestrze, a czwarta kosztowałaby go karę za przewóz nieopłaconego pasażera plus zaległe ubezpieczenie. Kiedy przyszło wezwanie pomocy, nadali skład załogi zgodnie z rejestrem.

— Czyli holowali trzy osoby.

— Tak.

— A pani czym była?

Zastanowiła się uczciwie.

— Ładunkiem sypkim.

W hali spisują teraz wszystkich, bo stacja lubi listy. Na liście jest czterdziestu siedmiu swoich i trzech przyjętych. Ona weszła do mojej ładowni bocznym pomostem, kiedy nikt nie patrzył, i siedzi tam od wczoraj wieczór.

Powiedziałem jej, jak to wygląda z mojej strony. Że na tej stacji o wszystkim decyduje głosowanie, że głosować może członek załogi, że ja nie mogę, że system liczący też nie może, bo w drugim roku ustalono sześćdziesiąt dwa do zera, że nie oddycha. I że łożysko przegrało jednym głosem, bo jeden człowiek zaspał.

Słuchała.

— Gdybym się zapisała — powiedziała — byłoby ich czterdziestu ośmiu.

— Byłoby.

— I miałabym głos.

— Miałaby pani głos i miałaby pani papier, że pani jest. A papier idzie potem do portu wyjściowego, a w porcie wyjściowym leży rejestr z trzema nazwiskami.

Popatrzyła w sufit ładowni. Oddech miała krótki, taki jak wszyscy tutaj po dwóch dobach — u nich w trzecim pierścieniu ludzie budzą się z uczuciem, że ktoś im siedzi na mostku, i nazywają to uczuciem, bo miernik przegrał głosowanie.

— Czym oni tam oddychają? — zapytała.

— Tym, co przegłosowali.

Powiedziała, że jedzie na Varnu, do siostry, i że ma tam być do zimy. Zapytałem, czy zna kogoś w tamtejszej księgowości. Powiedziała, że nie, ale że na Varnu wszyscy komuś coś księgują. Nie drążyłem.

Dałem jej drugie ogniwo, bo w ładowni jest zimno jak w rurze, i powiedziałem, żeby podłączyła je do gniazda przy przegrodzie, nie do obwodu warsztatowego. Zapytała, czy będę ją zgłaszał.

Powiedziałem, że decyzja już zapadła i nie było komu jej zaskarżyć.

Zapytała, czy wolno głosować jeszcze raz.

Powiedziałem, że nie wcześniej niż za dwie doby.

Wyszło?