Dzień 12. Stacja głosowania
- nowe zlecenie glosowanie
Łożysko przegrało dwadzieścia cztery do dwudziestu trzech. Zabrakło jednego głosu z trzeciego pierścienia, bo człowiek, który miał go oddać, zaspał po nocnej. Nikt nie zauważył w tym niczego zabawnego, więc ja też nie zauważyłem.
Wieczorem, w połowie sali zmianowej, system odezwał się bez pytania.
— Odbieram wezwanie pomocy. Kierunek poza szlakiem. Sygnał powtarza się co czterdzieści sekund.
Kierowniczka zmiany kazała to przegłosować. Pytanie brzmiało: czy sygnał istnieje. Wyjaśniła mi uprzejmie, że tam nie chodzą statki, że tam nie ma po co chodzić, i że przed przyjęciem czegokolwiek do porządku trzeba ustalić, czy to coś w ogóle jest. Głosowali szybko. Trzydzieści do siedemnastu, że nie ma.
Poszedłem na Hannę i odpowiedziałem na wezwanie sam, bo Hanna nie ma załogi, a jedyny głos na pokładzie jest mój.
Odezwali się po drugim wywołaniu. Frachtowiec, mały, trzy osoby, zeszli ze szlaku, żeby skrócić, i utracili sterowanie kursowe przy zimnym silniku. Dryfują od dwóch dni. Kobieta po drugiej stronie mówiła spokojnie, za spokojnie, jak ktoś, kto już trzeci raz opowiada to samo do pustego kanału. Zapytała, czy stacja ich widzi.
Powiedziałem, że stacja głosowała.
Zapytała, jak wyszło.
Wróciłem do sali zmianowej i powiedziałem, że z nimi rozmawiałem. Kierowniczka wysłuchała mnie do końca i odpowiedziała, że to świadectwo, a świadectwo nie jest faktem, i że poza tym ja nie jestem członkiem załogi, więc nie mogę złożyć wniosku. Powiedziałem, że tamci się duszą we własnym tempie. Powiedziała, że rozumie, ale że w tej sprawie już głosowano, a w tej samej sprawie głosuje się nie częściej niż raz na dwie doby.
Poszedłem do trzeciego pierścienia po tego młodego od dźwigu. Spał w ubraniu. Obudziłem go i wytłumaczyłem, że sprawa, w której głosowano, brzmiała „czy sygnał istnieje”, a sprawa, którą składa się teraz, brzmi „czy wysłać hol do punktu wskazanego przez obywatela obcego statku”. To nie jest ta sama sprawa. To dwie sprawy, które tylko wyglądają podobnie.
Patrzył na mnie długo, z tym swoim ciężarem na mostku.
— To działa w obie strony — powiedział.
— Właśnie.
Złożył wniosek. Zebrali się w niecałe pół godziny, bo hol jest drogi i wszyscy chcieli być przy tym, jak się go komuś odmówi. Wniosek przeszedł dwadzieścia sześć do dwudziestu jeden. Hol wyszedł w nocy.
Stałem przy oknie, kiedy wracał z frachtowcem na lince. Statek był tam, gdzie go nie było, co nikogo na stacji specjalnie nie poruszyło, bo uchwalono przecież tylko wysłanie holu, a nie istnienie statku. Te dwie rzeczy nie mają ze sobą formalnego związku.
Kobieta z frachtowca podziękowała mi w hali przeładunkowej i zapytała, czy długo tu pracuję.
Powiedziałem, że czekam na głosowanie w sprawie łożyska.
Do faktury nic dziś nie dopisałem. Pozycja bez ceny dalej czeka.