ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
121 nowe zlecenie · stacja przeladunkowa

Dzień 121. Dwa grzebienie

  • dlug z varnu

Od rana siedziałem w rękawie, bo tam teraz ciepło, i stamtąd mnie wyciągnął szyper z drugiego rzędu. Przedstawił się jako Oszt, chociaż dodał, że to zależy.

— Zależy od czego?

— Od temperatury.

Poszedłem obejrzeć. Jednostka niska, z przemalowanym dziobem, cumuje przy dalekiej ścianie. W kabinie, pod pulpitem, skrzynka meldunkowa: to ona odzywa się stacji, kiedy się podchodzi, i podaje, kto przyszedł. Nazwy nie ma w żadnej pamięci. Nazwa jest wycięta w mosiężnym grzebieniu, który wsuwa się w gniazdo, a zęby zwierają styki w takiej kolejności, że wychodzi z tego ciąg znaków. Stare, proste i niezniszczalne, jeśli się nie zrobi tego, co ktoś tutaj zrobił.

Wyjąłem grzebień. Za nim, w tym samym gnieździe, siedział drugi.

Dwa grzebienie wsunięte jeden za drugim, lekko wygięte, każdy dotyka styków swoimi zębami. Który dotknie mocniej, zależy od tego, jak bardzo mosiądz urósł albo zmalał, czyli od tego, jak zimno jest pod pulpitem. Na postoju, przy wygaszonych obiegach, wygrywa tylny. W locie, kiedy się nagrzeje, przedni.

— Więc pan ma dwie jednostki.

— Jedną. Ale ona ma dwie kolejki do łącza, dwa rachunki za cumowanie i dwa razy przychodzi po mnie poczta. Na razie to były dwie różne poczty.

Zapytałem, czego właściwie ode mnie chce, bo naprawa polega na wyjęciu jednego grzebienia palcami i trwa tyle, co wyjęcie grzebienia palcami.

Oszt nie chciał, żeby wyjmować. Zimny grzebień, ten tylny, ma w rejestrze stacji niższą stawkę postojową, bo kiedyś tamta jednostka woziła coś, co było zwolnione. Ciepły grzebień ma za to wpisane pierwszeństwo przy dalekiej ścianie. Oszt chce, żeby skrzynka podawała zimny przy cumowaniu i ciepły przy podejściu, czyli dokładnie to, co robi teraz — tylko żeby robiła to zawsze, a nie wtedy, kiedy jej się chce.

— To nie będzie już usterka — powiedziałem. — To będzie urządzenie.

— Właśnie o to proszę.

Wziąłem cztery jednostki zaliczki, bo akurat tyle kosztuje u mnie dzień, przy którym muszę myśleć na siedząco. Obejrzałem gniazdo. Da się tam wstawić blaszkę rozpierającą, która przy zimnym mosiądzu trzyma tylny grzebień dociśnięty, a przy rozgrzanym odpuszcza — robi się to z blachy sprężynowej, a ja mam blachę przywiązaną do żebra w ładowni i rysunek krzywki narysowany na niej ołówkiem, więc trzeba będzie rysować obok.

Na odchodnym Oszt zapytał, czy w gnieździe zmieści się trzeci grzebień.

— Zmieści się. Tylko wtedy pan nie będzie wiedział, kim pan wraca.

Powiedział, że to się zdarzało już przy dwóch.

Wyszło?