Dzień 116. Pięćdziesiąt siedem dni przed moim przyjazdem
- dlug z varnu
Łącze dalekiego zasięgu jest tu jedno i stoi się do niego w kolejce pod ścianą, przy wadze. Przede mną był chłopak z listą numerów seryjnych, za mną ktoś w kurtce z kapturem, kto nie odezwał się ani razu. Dyspozytorka wpuszcza do boksu po jednym i mówi, ile masz.
— Kwadrans. Potem pukam.
Zapłaciłem trzy jednostki od Werd, bo tyle miałem, i powiedziałem układowi Varnu, że to jest to łącze, o które prosił.
Zaczął czytać sprawę od początku. Pierwszy sektor to teraz cisza — ta część nośnika poszła przy poprzednim odczycie i nic tam już nie ma. Układ czyta ciszę tak samo sumiennie jak tekst, równym tempem, i zajęło mu to spory kawałek mojego kwadransa.
— Mam to zapisane — powiedziałem. — Przeczytam panu.
— Proszę.
Przeczytałem z kartki, tej przepisanej na czysto, większymi literami. Wezwanie do obiegu chłodzenia sektora oświetleniowego mniejszego, jednostka przyjęta do postoju, oczekiwanie na materiał własny klienta, sześćdziesiąt jeden dni.
— Przyjmuję jako oświadczenie strony. To nie jest ten sam rodzaj dokumentu, ale będzie w sprawie.
— Niech będzie.
Sektor drugi poszedł gładko. Liczenie oczekiwania zaczyna się u nich w dniu złożenia zapotrzebowania na materiał, a zapotrzebowanie habitat złożył sam do siebie, do własnego magazynu, pięćdziesiąt siedem dni przed moim przylotem. Potem przyleciałem ja, czekałem cztery dni, materiał przyszedł i obieg został naprawiony. Sześćdziesiąt jeden to pięćdziesiąt siedem plus cztery.
— Czyli policzyliście mi postój za sześćdziesiąt jeden dni, w czasie których mnie tam nie było.
— Postój jednostki i oczekiwanie sprawy to dwie pozycje. Dopłata za wyjście poza grafik dotyczy sprawy.
— A grafik czyj?
Zaszumiało, jakby szukał. Nośnik przy odczycie trzeszczy inaczej niż tło — niżej, krócej, i słychać, kiedy coś się w nim sypie.
— Grafik magazynu.
Dalej miał czytać, kto ten grafik ustalał, i wtedy dyspozytorka zapukała w szybę. Nie prosiłem o więcej, bo za mną stał ten w kapturze, a ja i tak nie miałem czym dopłacić.
— Proszę się odezwać — powiedział układ. — Reszta sektora jest w buforze i stoi.
Wyszedłem, chłopak z listą już sobie poszedł, a człowiek w kapturze minął mnie bez słowa i zamknął drzwi boksu od środka. Kartkę schowałem do kieszeni na piersi, bo w szufladzie pod blatem leżą wiertła i raz już mi coś przetarły.