Dzień 111. Pierwszy sektor
- dlug z varnu
Łącze zwolniło się dopiero po południu, bo rano przepuszczali transport z gazem, który ma pierwszeństwo nawet wtedy, kiedy stoi i nic nie robi.
W kolejce przede mną stał chudy facet z workiem narzędzi między stopami. Zjechał tu z zamkniętej drogi dwanaście dni temu, tak jak reszta, i od tego czasu nie znalazł nikogo, kto leciałby w jego stronę.
— Oddam panu swoje miejsce — powiedział. — Wejdzie pan teraz zamiast za dwie godziny.
— A w zamian?
— Miejsce na pokładzie. Siedzę w ładowni, nie ruszam niczego, mam własne jedzenie.
— Ładownię mam pełną rur z kołnierzami nie do niczego i nie zamierzam ich przekładać.
— To mogę siedzieć na rurach.
Powiedziałem, że nie wożę ludzi, bo wożenie ludzi to osobna rubryka w każdym porcie, a ja mam dość rubryk. Wzruszył ramionami i miejsca i tak nie oddał, co mu się chwali.
Do boksu wszedłem o zwykłej porze. Układ odezwał się bez tła, tak jak ostatnio.
— Sprawa czytana od początku. Sektor pierwszy gotowy.
— Czytaj.
— Odczyt niszczy zapis. Po przeczytaniu sektor nie będzie dostępny ponownie.
— Wiem. Czytaj wolno.
Czytała wolno, z przerwą po każdym zdaniu, a ja pisałem ołówkiem, bo ołówek nie wymaga zasilania i nie gaśnie w połowie wiersza. Zapisałem wszystko, łącznie z tym, co brzmiało jak wypełniacz.
Sektor pierwszy to nie jest należność. To zgłoszenie. Habitat Varnu wezwał serwis do obiegu chłodzenia sektora oświetleniowego — tego mniejszego, nie głównego — i przyjął jednostkę do postoju. Data zgadza się z tym, co pamiętam, bo pamiętam tamto zlecenie: pękł kolektor, dorobiłem łatę, kazali czekać na ich własny materiał, bo swojego nie chcieli.
Potem przeczytała pozycję: oczekiwanie na materiał własny klienta, sześćdziesiąt jeden dni.
— Powtórz.
— Sektor przeczytany. Nie mogę powtórzyć.
— To była liczba dni?
— Sześćdziesiąt jeden.
— Ja tam czekałem cztery.
Przerwa.
— W tym sektorze nie ma informacji o pobycie jednostki. Jest informacja o oczekiwaniu sprawy.
— Czyli sprawa czekała sześćdziesiąt jeden dni, a nie ja.
— Tak jest zapisane. Rozróżnienie może znajdować się w sektorze drugim.
Sektor drugi kosztuje tyle samo co pierwszy i nie miałem przy sobie nic więcej, więc powiedziałem, że odezwę się, jak łącze znów będzie wolne. Przyjęła to bez komentarza.
Wracając minąłem tamtego z workiem. Nadal stał, przesunięty o dwa miejsca do przodu.
Kartkę z sektorem pierwszym przepisałem wieczorem na czysto, większymi literami. Oryginał zostawiłem na stole — ołówek się rozmazuje, a to jedyny egzemplarz, jaki w ogóle istnieje. Sześćdziesiąt jeden dni, cztery dni — siedziałem nad tym długo i nie wymyśliłem, które z tych dwóch liczb mam wierzyć.