Dzień 104. Czwarty wiersz
- dlug z varnu
- hol frachtowca ambrat
Kolejka do łącza zeszła po południu, bo frachtowiec przed nami odpłynął w połowie nadawania i reszty już nie dosłali.
Pismo miałem gotowe od trzech dni i nie wysłałem go. Wczoraj wsuwałem rachunek pod drzwi boksu obok, bo tamtego nie było, i patrzyłem, jak róg kartki znika w cieniu progu. Dolny róg. Nie górny. Próg jest wyższy z jednej strony, więc światło spod drzwi nie leży równo i zjada zawsze ten sam pas.
Połączyłem się z Vulsem. Leżał już przy wrotach, bo o tej porze pasek światła na Ambracie jest najszerszy.
— Obróć ją — powiedziałem.
— Którą stroną?
— Do góry nogami. Tak, żeby czwarty wiersz był tam, gdzie był pierwszy.
Długo nic nie mówił. Słyszałem, jak przekłada palce, jeden po drugim, bez odrywania — robi to tak, że zawsze dwa zostają na papierze. Potem powiedział, że obrócił.
— Czyta pan?
— Czytam. Ale teraz wszystko jest do góry nogami.
— Wszystko było i tak lustrzanie.
— To prawda — przyznał. — Więc teraz jest podwójnie.
Odczytywał mi kształty, a ja składałem je u siebie na kartce, pisząc od końca wiersza. Zajęło to tyle, że dwa razy przychodził ktoś z urzędu i pytał, co robi. Mówił, że trzyma. Za drugim razem dodał, że czyta, i tamten powiedział, że czytanie jest w porządku, bo nie przerywa trzymania, i poszedł.
Czwarty wiersz brzmi, w moim przepisaniu:
„Każde pismo złożone w sprawie obniża należność o jedną jednostkę. Liczba pism składanych w sprawie nie jest ograniczona.”
Więc oni to mają napisane. Mają to napisane na dole formularza, od czterech lat, i przez cały ten czas czekali, aż ktoś przeczyta.
— Czyli wystarczy pisać — powiedział Vuls.
— Wystarczy pisać.
— To ja mam czterdzieści wpisów po trzy jednostki.
— Dlatego nie piszemy.
Vuls zastanawiał się nad tym chwilę i powiedział, że to i tak jest dobry dzień, bo dowiedzieliśmy się czegoś za darmo, a on dowiedział się tego, trzymając, więc staż koperty rośnie dalej i jest już najdłuższy w jego rejestrze.
Pismo skasowałem. Jedno, to ostatnie.
Wieczorem przewiesiłem szelki w skafandrze, bo przy tej lewej ręce zapinam je teraz z drugiej strony i uwierają.