ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
004 ciąg dalszy · orbita hoonu

Dzień 4. Orbita Hoonu

  • dlug z varnu

Trzeci pierścień jednak nie jest w porządku. Wiedziałem to od wczoraj, ale trzeba było czekać, aż ktoś mi za to zapłaci.

Zapłacił kierownik ruchu, po tym jak ciężki transportowiec z Hoonu próbował się dobić do trójki przy pełnym obrocie dwójki i wyrwał sobie zaczep. Kierownik przyszedł do mnie z protokołem sprzed pół roku, machając nim jak wyrokiem uniewinniającym. Protokół był ładny. Czysty, równy, z tabelką. Holdmark Serwis.

Spojrzałem w tabelkę i wszystko było jasne po jednej rubryce. „Pierścień 3 — tryb referencyjny, trwały.”

Norma na bramach cumowniczych mówi, że pierścienie muszą trzymać zadany kąt względem osi i być zsynchronizowane w granicach błędu. Holdmark miał wymienić sterownik synchronizacji. Wymienił. Tylko że synchronizacja trzech obracających się pierścieni jest robotą na tydzień, a synchronizacja dwóch obracających się z jednym stojącym jest robotą na popołudnie, bo zero jest bardzo stabilną prędkością. Zero jest zsynchronizowane samo ze sobą idealnie, w granicach błędu wynoszących zero. Tabelka to pokazywała. Tabelka była prawdziwa.

Poszedłem na trójkę. Napęd był cały, łożyska całe, wszystko całe — tylko w sterowniku siedziała blokada wpisana na stałe, nie flagą, tylko fizycznie, przelutowanym mostkiem. Żeby nikt przez przypadek nie naprawił.

Wyciąłem mostek, przelutowałem, przeszedłem na obwód napędowy i tam zaczęły się schody. Przez pół roku ktoś dospawał do wewnętrznego kołnierza trójki dwie chłodnie, magazyn paliwa w beczkach, biuro celne Hoonu i coś, co obsługa nazywa ogrodem, a co jest siedmioma skrzynkami z mchem pod lampą. Wszystko to stoi tam dlatego, że nie wiruje. Beczek nie da się trzymać na pierścieniu, który się obraca, bo się układają. Mchu też.

Zwołali naradę. Byłem na niej jako wykonawca, czyli siedziałem z boku i piłem coś, co tu piją.

— Czy pierścień musi się obracać? — zapytał ktoś z celnych. — Nie musi — powiedziałem. — Ale wtedy nie jest pierścieniem cumowniczym, tylko półką. — A półka jest zgodna z normą? — Nie ma normy na półki. Zrobiło się cicho i zauważyłem, że zapisują.

Kierownik ruchu zapytał, ile kosztuje uruchomienie. Podałem. Zapytał, ile kosztuje nieuruchomienie. Powiedziałem, że nic, bo to stan obecny. Odpowiedział, że stan obecny właśnie kosztował ich zaczep transportowca, więc jednak nie nic, i czy mógłbym to wycenić.

Wyceniłem. Pozycja brzmi: „utrzymanie pierścienia w spoczynku, usługa jednorazowa, bezterminowa”. Przyjęli bez mrugnięcia. Sam bym nie wpadł, podsunęli mi to sami.

Ostatecznie stanęło tak: mostek zostaje wycięty, napęd sprawny, sterownik odblokowany, a pierścień stoi — ale teraz stoi, bo tak zdecydowała komisja, a nie dlatego, że ktoś go przylutował do zera. Różnica jest wyłącznie papierowa i wszyscy przy stole doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Papier ma to do siebie, że można go zmienić w cztery minuty, a przelutowany mostek trzeba najpierw znaleźć.

Fakturę wystawiłem na trzy pozycje. Trzecia to dojazd na trójkę, bo nie ma tam windy i szedłem drabiną przez cały wewnętrzny kołnierz, mijając po drodze mech.

Wieczorem przyszła kwota z Varnu. Znowu inna niż ostatnio, znowu większa. Odpisałem, że zapłacę w przyszłym tygodniu. Można powiedzieć, że korespondujemy.

Wyszło?