ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
147 podróż · nyst

Dzień 147. W górę po zaciski

  • nyst dzwig naprawa

Liny do dźwigu numer dwa nie da się zapiąć gołymi rękami. Trzeba kausza i trzech zacisków klinowych na tę grubość, a w składzie na stałym brzegu nie mają, bo wszystko żelazne trzymają na górze, przy platformie. Góra jest tam, gdzie kończy się wstęga, a wstęga stoi na skalnym bloku za mielizną i idzie prosto w niebo tak cienka, że z dołu wygląda jak zadrapanie na szybie.

Kosz chodzi dwa razy na dobę. Wsiada się przy odpływie, bo przy przypływie nabrzeże jest pod wodą.

Przy wejściu stoi waga. Nie bagażowa — podłogowa, na całego człowieka z tym, co niesie.

— Taryfa od masy — powiedział kasjer. — Ważymy przy wejściu i przy zejściu.

— Po co dwa razy?

— Bo pan zjedzie lżejszy.

Zjechałem lżejszy. Na dole człowiek ma na butach, na nogawkach i na kurtce tyle mułu, że to jest osobny pasażer. W koszu jest sucho i ciepło od maszynowni, muł schnie przez pół dnia jazdy, pęka i odpada płatami na podłogę. Zamiatają to i zsypują do skrzyni.

Hrel jechał ze mną. Hrel jechał z workiem.

— Co tam masz?

— Muł.

— Po co ci muł na górze?

— Na górze mi niepotrzebny. — Poprawił worek. — Potrzebny mi na wadze na dole.

Kasjer przy zejściu liczył bez mrugnięcia. Różnicę wagi odejmuje się od taryfy, a jeżeli wyjdzie na minus, port dopłaca, bo kosz na pustym ciągu też pali. Hrel wyszedł na plus o tyle, że mu się opłaciło siedzieć pół dnia pod maszynownią z suchym workiem na kolanach. Zapytałem, czemu wszyscy tak nie robią. Powiedział, że wszyscy tak robią, tylko nie wszyscy noszą worek, bo wstyd, i wolą brać na buty.

W magazynie na platformie dostałem kausz i cztery zaciski zamiast trzech, bo trzech nie mieli w komplecie, a czwarty i tak leżał luzem w tej samej skrzynce. Dołożyli jeszcze garść podkładek, których nikt nie liczy. Zapisali na dźwig numer dwa, nie na mnie.

Na górze jest lekko. Przez pół dnia nie bolały mnie plecy pierwszy raz od dłuższego czasu i siedziałem przy oknie jak głupi, prostując palce.

Przez okno widać całą mieliznę naraz. Woda schodzi od strony ujścia równym, powolnym łukiem i to jest jedyne miejsce, z którego widać, że ona nie cofa się, tylko się obraca. Hanna stoi w tym jako mały biały owad z czterema nogami, mniej przechylony niż wczoraj.

Wyszło?