ebner.gripe
Ebner Gripe · usługi ogólne · jedn. Hanna
143 podróż · nyst

Dzień 143. Droga po linę

Rano zajrzałem najpierw na poziomicę. Pęcherzyk stoi o włos bliżej środka niż wczoraj. Deski trzymają, kubek jechał po blacie wolniej.

Linę do dźwigu numer dwa trzeba przynieść ze składu na stałym brzegu, a stały brzeg jest po drugiej stronie mielizny. Przy niskiej wodzie idzie się tam pieszo. Jedda powiedziała, że to kawał czasu, jeżeli się nie stoi. Stoi się, bo muł trzyma za buty i przy każdym kroku puszcza je z takim mlaśnięciem, że po stu krokach człowiek ma dość tego dźwięku na resztę życia. Śmierdzi siarką, zwłaszcza tam, gdzie leżą stare koleiny.

Hrel poszedł ze mną, bo jego i tak wszyscy mają za obecnego.

W połowie drogi dogonił nas chłopak z książką. Biegł po mule bokiem, jak się tu biega, i zdążył się zasapać.

— Skąd, kiedy i w jakim celu — powiedział.

— Idziemy, nie schodzimy. Zeszliśmy wczoraj.

— Muł jest portowy. Kto jest na mule, jest obecny. — Oparł książkę o kolano. — Skąd?

— Od podpór.

— Dokąd?

— Do składu po linę.

Pisał długo i krzywo, bo pisał na stojąco, a stojąc tu się tonie. Spytał jeszcze, czy to stanowisko stałe czy ruchome. Powiedziałem, że ruchome, skoro się rusza. Zapisał ruchome i odbiegł.

W składzie dali linę po trzy obroty na bęben, starą, ale równą, i dwie deski gratis, bo deski mieli mokre i chcieli się ich pozbyć. Wracaliśmy wolniej, bo lina na ramieniu przy tutejszym ciążeniu to nie jest lina, to jest kara. Hrel niósł swój koniec i co jakiś czas przystawał, żeby przełożyć ją z barku na bark.

Woda wróciła, kiedy byliśmy już przy palach. Lizawka siedziała na swoim miejscu i skrobała, nie podnosząc głowy.

Wieczorem Jedda pokazała mi listę obecnych. Pozycja trzydzieści dwa i trzydzieści trzy, stanowisko ruchome, pół dniówki każda.

— Za co pół?

— Za obecność na mule. Rubryka ta sama co przy palach.

— Przyniosłem waszą linę. Do waszego dźwigu.

— Lina jest osobno, w materiale — powiedziała. — Tego jeszcze nie wyceniliśmy.

Hrel stał obok i splunął w muł pod nogi.

— Ćwiartkę ma lizawka za skrobanie — powiedział. — My mamy po pół za chodzenie. Ja bym się jutro jeszcze pochodził.

Wyszło?